„Musisz pamiętać o właściwym użyciu wielkich liter”

Jako przykład przedstawię historię jednej z moich uczennic. Nazwę ją Cerise […]. Zacząłem ją uczyć w tym roku (w jedenastej klasie), ale przeczytałem dokładnie każde słowo, jakie napisała w ciągu tych ośmiu miesięcy. Przez przypadek wpadł mi w ręce jej zeszyt z dziesiątej klasy, więc do niego zajrzałem, ciekaw, jak sobie radziła rok wcześniej. Przejrzyjmy zatem zeszyt Cerise z dziesiątej klasy… Od razu rzucają się w oczy rysunki, którymi jest pokryty: serduszka przebite strzałą, gwiazdy, pierwsze ćwiczenia z różnymi wariantami własnego podpisu. Otwieram okładkę i zanurzam się w głąb: pierwsza strona prezentuje się całkiem dobrze, ale nie została sprawdzona przez nauczyciela. Druga jest niewypełniona. Trzecia: ćwiczenia dobrze zrobione, ale niesprawdzone. Czwarta: pusta. Piąta: zadanie gorzej zrobione, niesprawdzone. Szósta: pusta. Siódma: ślady symbolicznego wysiłku, niesprawdzone. Ósma: pusta, Cała praca wykonana w czasie semestru wskazuje na to, że żaden nauczyciel nawet nie pomyślał o tym, by otworzyć zeszyt i zobaczyć, co napisała Cerise. Widać, że stosunek Cerise do nauki zmieni się po Bożym Narodzeniu. Na pierwszej stronie po feriach świątecznych znajduje się autobiografia. Cerise pisze: „Mieszkam z bratem i tatą. Mama zmarła i jest mi teraz dość ciężko, ale ludzie mi mówią, żebym patrzyła w przyszłość, a nie oglądała się za siebie, więc muszę tak robić”. Co zauważyłby mądry nauczyciel? Zdania złożone na niezłym poziomie, właściwie zastosowanie przecinków, dość ambitny styk i zgrabne spójniki.  A może dostrzegłby w słowach: „jest mi teraz dość ciężko”, że mama Cerise zmarła stosunkowo niedawno i że dziewczyna daje nauczycielowi wyraźny sygnał. Chce powiedzieć, że w jej życiu stało się coś strasznego, z czym musi sobie jakoś poradzić. Co zauważa nauczyciel? Nic! Nie przeczytał tych słów… Strona dziesiąta: pusta. Jedenasta: prawie pusta. Dwunasta: pusta. Strona trzynasta: kolejna część autobiografii: „Mieszkam z bratem i tatą. Żyje mi się z nimi dobrze, ale byłoby lepiej, gdyby mama była z nami. Ta myśl dotyka bolesnych zakątków mojej duszy… Mama zmarła w Boże Narodzenie i dlatego już  z nami nie mieszka. Zawsze myślałam, że w moim życiu pnę się w górę, krok za krokiem, ale ta katastrofa sprawiała, że cofnęłam się dwa kroki i w końcu się poddałam”. Patrzę na datę – 12 stycznia. Liczę dni od świat i stwierdzam, że matka Cerise zmarła trzy tygodnie wcześniej. Zaczynam nienawidzić nauczyciela, któremu się nie chciało przeczytać tego zdania. Strona piętnasta: niesprawdzona. Szesnasta: pusta. Siedemnasta: niesprawdzona. Osiemnasta: pusta. Dziewiętnasta: niesprawdzona. Dwudziesta: pusta. Strona dwudziesta pierwsza: składna praca pisemna. Na jej końcu znajduję wreszcie komentarz nauczyciela. Cerise napisała tekst zatytułowany „Zły dzień”: „Pewnego dnia, a było to Boże Narodzenia, obudziłam się i zadzwonił telefon. To był lekarz. Twarz mojego taty zastygła. Zapytałam go, co się stało. Jego twarz zszarzała. Chciałam się dowiedzieć, o co chodzi, a on powiedział, że to coś poważnego i kazał mi się szybko zbierać. Wyszliśmy z domu i okazało się, że mama umiera. Nie mogłam w to uwierzyć. Moje życie się skończyło. Czułam się martwa. Chciałam płakać. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa”. Jaki komentarz zamieścił nauczyciel pod tym wstrząsającym wyznaniem? Słowa współczucia, delikatnej pociechy, pisemny odpowiednik ramienia, które obejmuje i dodaje otuchy, łzę żalu, ciepłe zapewnienie, że kiedyś będzie lepiej, że przyjdzie taki dzień, że ja ci to obiecuję? Nic z tego. Cerise nie otrzymała nic takiego. Co zatem dostała w zamian za otwarte serce i obnażenie swojej udręczonej duszy? Jeden znaczek skreślony czerwonym długopisem i towarzyszące mu zdanie: „Musisz pamiętać o właściwym użyciu wielkich liter”.

Phil Beadle „Jak uczyć?”